Drużyny młodzieżowe

2006: Garbarnia halowym wicemistrzem Krakowa

,

Halowe mistrzostwa Krakowa Młodzików dobiegły końca. W miniony weekend został rozegrany turniej finałowy, w którym udział wzięło osiem najlepszych drużyn. Wśród nich dwa zespoły Garbarni z roczników 2006 i 2007. Starsza z drużyn została wicemistrzem Krakowa, co niewątpliwie należy uznać za sukces.

Główną ideom jaka przyświecała rozgrywkom było wyłonienie najlepszej drużyny w Krakowie. W związku z tym w okresie zimowym w lidze halowej brało udział około 90. drużyn, które rozgrywały swoje mecze w poszczególne weekendy. Najlepsza ósemka mierzyła się w turnieju finałowym. Spotkania trwały 1×25 minut.

Rocznik 2007, a więc drużyna młodsza w pierwszym spotkaniu rywalizowała z rówieśnikami Progresu. „Brązowi” ulegli swoim rywalom 0:1, po trafieniu samobójczym i tym samym pożegnali się z turniejem.

Rocznik 2006 w pierwszym spotkaniu mierzył się z Orłem Piaski Wielkie, ostatecznie zwyciężając 3:1. – Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, uważam że spokojnie mógłby to być finał. Dwie drużyny dobrze się prezentowały, a stan rywalizacji był cały czas wyrównany. Wygraliśmy co prawda 3:1, ale trzecią bramkę zdobyliśmy w ostatniej minucie spotkania – rozpoczął opiekun „Brązowych” Marcin Chmura.

W drugim spotkaniu „Młode Lwy” pokonały Kalwariankę Kalwaria Zebrzydowska 1:0, a kolejnym starciem był wielki finał z Hutnikiem Kraków, w którym do 18. minuty spotkania Garbarnia prowadziła 2:0. Do tego momentu to „Brązowi” kontrolowali przebieg meczu, co więcej stworzyli sobie dwie klarowne sytuację na podwyższenie wyniku, jednak za pierwszym razem z pomocą golkiperowi rywali przyszedł słupek, a w następnej akcji zabrakło skuteczności. Następnie Hutnicy wykorzystali błąd w rozegraniu piłki i zdobyli bramkę na 2:1. – Pierwszą bramkę straciliśmy po błędzie przy rozegraniu piłki, i ja biorę za to całą odpowiedzialność. Pomimo finału chciałem, żeby zespół uczył się gry pod presją przeciwnika, bowiem w przyszłości to zaprocentuje. Można było wybijać piłkę i bronić wyniku, ale czy o to w tym wszystkim chodzi? – zapytał opiekun „Brązowych.

Garbarnia nie załamała się i w dalszym ciągu walczyła o podwyższenie rezultatu. Na dwie minuty przed końcem spotkania arbiter podyktował rzut wolny, który przez obserwatorów turnieju uznany był za dość kontrowersyjny, podobnie jak późniejsze nieodgwizdanie faulu na golkiperze Garbarni, po którym gracze z Suchych Stawów doprowadzili do remisu. – Próbowaliśmy walczyć dalej, stworzyliśmy kolejne dogodne sytuacje, jednak zabrało skuteczności. Jako człowiek, dla którego bramkarze są oczkiem w głowie,  wiem jak można przeszkadzać bramkarzowi w ramach gry. Niestety nasz golkiper podczas wykonywania interwencji został odepchnięty, co uniemożliwiło mu wybicie piłki. Pan sędzia w tej sytuacji nie odgwizdał przewinienia i trzeba to uszanować – stwierdził.

O tym kto zostanie mistrzem Krakowa zadecydowały rzuty karne, które lepiej wykonywali zawodnicy Hutnika, tym samym pokonując Garbarnie. „Młodym Lwom” z Ludwinowa przypadł tytuł wicemistrzów Krakowa w lidze halowej.

Wicemistrzostwo Krakowa i udział w turnieju finałowym dwóch drużyn Garbarni to z pewnością mały sukces dla klubu w obszarze szkolenia młodzieży. – Ja na to patrzę troszkę z dystansem, bo wiem, że są to kolejne etapy w szkoleniu tych dzieci. Chciałbym zaznaczyć, że jesteśmy zespołem, budowanym z chłopców, którzy są w Garbarni od samego początku. Mam nadzieję, ze będą nadal się rozwijać i część z nich po przejściu wszystkich szczebli piłki młodzieżowej zasili szeregi pierwszej drużyny, bo jest to nasz główny cel – wyjawił Marcin Chmura.

Praca z młodymi zawodnikami, uczenie młodzieży i dzieci gry w piłkę musi iść w parze z wychowywaniem ich, aby stawali się lepszymi ludźmi i przejawiali postawy społecznie pożądane. Choć finałowe spotkanie rozstrzygnęło się w kontrowersyjnych dla Garbarni okolicznościach to zawodnicy zachowali się w duchu gry fair play, co z pewnością zasługuje na pochwałę. – Moi podopieczni pomimo porażki po serii rzutów karnych nie mieli problemu, aby podejść do rywali, a także arbitrów, podać im rękę, podziękować za sportową rywalizację. Choć nie do końca rozumieli niektóre decyzje sędziego to zachowali się jak na prawdziwych sportowców przystało – pochwalił swoich zawodników opiekun młodzików.

Po zakończonych rozgrywkach widać było sportową złość wśród zawodników Garbarni, bowiem w szatni zwrócili się do swojego opiekuna z propozycją rozegrania meczu. – Chłopcy zapytali mnie, czy w najbliższym czasie będą mogli rywalizować z Hutnikiem na dużym boisku. Widać w nich chęć weryfikacji, co niewątpliwie trzeba uznać za pozytyw – skomentował Marcin Chmura.

– Podsumowując występ na turnieju cały zespół zaprezentował się bardzo dobrze. Bramkarz, na którym oparłem grę w tych trzech finałowych meczach również. Choć wszyscy rozliczają go za błąd, który przydarzył się w ostatnim meczu to muszę stanąć w jego obronie. Gdyby nie fantastyczne interwencje w dwóch pierwszych spotkaniach, to kto wie, czy znaleźlibyśmy się w finale – dodał.

Podczas różnego rodzaju turniejów można wyróżnić zawodników, którzy są fundamentem zespołu, a także liderami prowadzącymi drużynę do zwycięstwa. Czy wśród „Brązowych” któryś z zawodników zasługuje na specjalne wyróżnienie? – Wszyscy chłopcy, którzy grali w finale zagrali bardzo dobrze. Oprócz Michała Podkowy zawodnika wybranego przez MZPN jako najlepszy zawodnik zespołu, jako cichych bohaterów oprócz bramkarza należy uznać także Jakuba Bigosińskiego – strzelca kilku bramek oraz Mateusza Sikorę, który wykonał mnóstwo tytanicznej pracy na boisku. Po prostu był wszędzie – podkreślił Marcin Chmura.

– Warto zaznaczyć także postawę rodziców, na czele których stoi Magdalena Kochanowska,  i wykonuje nieocenioną prace dla zespołu. Przez ostatni rok zrobili bardzo duży postęp i zaufali temu, jak powinno pracować się z dziećmi. Są dla nich  wsparciem. Uważam, ze w sytuacji, gdy ktoś popełnia błąd trzeba to oznajmić i pomóż młodemu chłopcu go rozwiązać. Trzeba kierować się zasadą której nauczył mnie mój Tata Zygmunt Chmura zresztą wierny kibic Drużyny i prawdziwy jej przyjaciel , aby dawać przysłowiową wędkę, a nie rybę, tak aby w przyszłości zawodnicy stawali się bardziej samodzielni – dodał.

– Cały czas powtarzam, że ten mały sukces to kolejny etap w szkoleniu i kształtowaniu młodych ludzi. Dla mnie zdobywanie pucharów nie jest najważniejsze, a celem nadrzędnym są robione postępy przez moich zawodników. Bardzo duże słowa uznania i podziękowania należą się trenerowi Jackowi Kokoszcze, który wspiera naszą drużynę, swoim doświadczeniem, zaangażowaniem oraz osobowością  – zakończył szkoleniowiec „Brązowych”.