Pierwsza drużyna

FORTUNA 1 LIGA: Garbarnia – ŁKS Łódź 3-2 (1-2)

,

Fortuna 1 Liga
Nuty wcięło, ale się odnalazły…

GARBARNIA – ŁKS Łódź 3-2 (1-2)

1-0 Tomasz Ogar 2

1-1 Ievgen Radionow 18

1-2 Patryk Bryła 29

2-2 Jan Sobociński 53 (samobójcza)

3-2 Krzysztof Kalemba 86 (karny).

Sylwester Rasmus oraz Marcin Sadowski i Paulina Baranowska.

Arbiter techniczny: Sebastian Krasny.

 Karol Kostrubała, Grzegorz Gawle, Tomasz Ogar – Patryk Bryła, Maksymilian Rozwandowicz.

GARBARNIA: Marcin Cabaj – Norbert Piszczek, Michał Czekaj (67 Krzysztof Kalemba ), Arkadiusz Garzeł, Łukasz Pietras – Grzegorz Gawle , Karol Kostrubała (46 Wojciech Wojcieszyński), Przemysław Lech, Patryk Serafin (46 Dawid Nowak), Szymon Kiebzak – Tomasz Ogar .

ŁKS: Michał Kołba – Jan Grzesik, Maksymilian Rozwandowicz , Jan Sobociński , Kamil Rozmus – Patryk Bryła (83 Piotr Pyrdoł), Bartłomiej Kalinkowski (80 Maciej Wolski), Mateusz Gamrot, Wojciech Łuczak, Dani Ramírez (63 Kamil Żylski) – Ievgen Radionow .

 

fot. Urszula Rymarczyk

 

 

18.08.2018

Relacja Pana Jerzego Cierpiatki:

 Nareszcie… To słowo bezapelacyjnie najczęściej wypowiadano po dramatycznym meczu Garbarnia – ŁKS. I obowiązkowo opatrzone było wykrzyknikiem, a raczej trzema wykrzyknikami. Bo „Brązowi” w końcu strzelili u siebie pierwsze gole (nawet trzy). I w końcu zdobyli na własnym terenie pierwsze punkty (właśnie trzy). Temu wydarzeniu towarzyszyły ogromne emocje i diametralna zmiana nastrojów. Ich karuzela kręciła się w iście obłędnym tempie.

Początek był świetny, jak przed półwieczem. Przypomniałem kiedyś, że wówczas stoper Marek Konopka krótko po pierwszym gwizdku zaskoczył Mariana Wilczyńskiego bardzo dalekim strzałem i Garbarnia objęła prowadzenie nad ŁKS. Teraz też zaczęło się od mocnego uderzenia. „Brązowi” zaatakowali błyskawicznie, z udziałem Patryka Serafina i Karola Kostrubały, zaś Tomasz Ogar w sposób nienaganny technicznie przelobował Michała Kołbę. – To była piękna uwertura, jak należy – powiedziałby prezes Jerzy Jasiówka – posiłkując się ulubionym słówkiem.

Trwający niemal trzy kwadranse problem sprowadzał się niestety do tego, że zaraz po tej skocznej przygrywce gdzieś wcięło nuty. Można nawet z całkowitą pewnością stwierdzić, że zwinęli je przybysze z Łodzi. I takt po takcie grali swój utwór, sprowadzając „Garbarzy” do roli biernych słuchaczy.

Prawdę powiedziawszy, abstrahując od bramki zdobytej przez Ogara, wszystko co dobre należało wyłącznie do łodzian. Grali z dużą inwencją, sprawnie operowali piłką i bodaj co najistotniejsze konsekwentnie trzymali się kursu „do przodu”. Postawa Garbarni w tym okresie stanowiła całkowite zaprzeczenie strategii ŁKS. Grano z reguły do tyłu, w najlepszym razie wszerz. A nawet gdy z mozołem zdobywano skrawek terenu, znów uskuteczniano grę na wstecznym biegu. Nie mogło to przynieść nic dobrego. Tym bardziej, że doszły do tego błędy własne. I był to wcale pokaźny pakiet.

ŁKS wyrównał po dośrodkowaniu Daniela Ramireza Fernandeza z wolnego, przy pasywnej postawie całego bloku obronnego resztę zrobił głową Ievgen Radionow. Na stanie 1:1 nie skończyło się, strata drugiego gola przebiegła zgodnie z hasłem „na własne życzenie”. Zabawa z piłką, delikatnie rzecz ujmując, była niefrasobliwa. A próba ratowania sytuacji – nieskuteczna. Radionov rzucił prostopadłe podanie do Patryka Bryły, ten pewnie trafił do siatki.

Z perspektywy „Garbarzy” widoki na zasadniczą poprawę sytuacji po przerwie wyglądały marnie. A jednak… Kluczem okazały się ruchy kadrowe dokonane w szatni przez Mirosław Hajdę. Na murawę wreszcie weszło dwóch zawodników o predylekcjach ofensywnych. Wojciech Wojcieszyński a zwłaszcza debiutujący w Garbarni Dawid Nowak dali drużynie nową jakość. Pomijając objęcie prowadzenia, „Garbarze” zrobili w kilka minut po pauzie więcej, niż w trakcie całej pierwszej połowy…

Zwiastun, że może być zdecydowanie lepiej stanowiło podanie Nowaka do Grzegorza Gawle. Jeszcze nie zakończone pełnym powodzeniem, ale była ta akcja dowodem, że jednak można. Wprawdzie przy golu na 2:2 decydujący głos zabrał pechowiec Jan Sobociński, który wpakował piłkę do własnej bramki, ale sekundy wcześniej zarówno zagranie Nowaka jak i dynamiczna szarża Szymona Kiebzaka lewą flanką musiały przypaść do gustu.

ŁKS wciąż myślał o komplecie punktów, miał zresztą ku temu konkretne powody. Jeszcze przed wyrównaniem bliski podwojenia zaliczki łodzian był Fernandez Z kolei już przy stanie 2:2, zresztą w odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund, dwukrotnie ratowało Garbarnię obramowanie bramki. Wojciech Łuczak trafił w słupek, a chwilę później desperacko interweniujący Arkadiusz Garzeł „główkował” w poprzeczkę.

I znów trzeba wrócić do personaliów, raz jeszcze w absolutnie pozytywnym znaczeniu. Otóż kolosalne znaczenie miało danie szansy Krzysztofowi Kalembie. Zagrał crossowo kilka piłek, w sposób powtarzalny zaczął on egzekwować z dobrym skutkiem rzuty wolne i kornery. Rodziło to na przedpolu Kołby całkiem konkretne zagrożenia. W końcu, w posiadanie piłki zbyt krótko wybitej przez łodzian właśnie po dośrodkowaniu Kalemby z wolnego wszedł Wojcieszyński i energicznie wdarł się w obręb „16”. Tam nastąpiło faul na pomocniku „Brązowych” i jednoznaczne wskazanie przez arbitra na „wapno”.

 I znów Kalemba w roli głównej… Miał powody, aby po przykrym doświadczeniu z ligowej premiery odstąpić od wykonania rzutu karnego. Stanąć gdzieś z boku i otworzyć pole dla innego wykonawcy. Kalemba jednak potraktował sprawę po męsku, choć balast psychiczny musiał ciążyć okrutnie. Podbieg i pewne ulokowanie piłki w prawym rogu bramki ŁKS. Piękna sprawa…

Całkowicie odmieniona Garbarnia dowiozła jakże cenne zwycięstwo do mety. Tym cenniejsze, że warunek podstawowy musiało stanowić przełamanie własnej słabości. Tak trzeba, to nastąpiło. Szczęściu, jakie niewątpliwie towarzyszyło „Garbarzom”, niewątpliwie bowiem trzeba było wyjść na przeciw. Wręcz sprowokować go, aby popatrzyło we właściwym kierunku.

ŁKS? Piłkarsko to bardzo mocny, o wysokim poziomie technicznym, poukładany zespół. On jednak najwyraźniej nie wiedział w Krakowie jak zamienić własną siłę w punktowy konkret. To jednak nie nasze zmartwienie…

Zdjęcia Urszuli Rymarczyk: