Garbarskie Historie

Garbarskie historie: Garbarze na mundialach

,

Było ich trzech, w każdym z nich inna krew… Łączyło ich jednak jedno – w różnych okresach reprezentowali barwy Garbarni Kraków, a później dostąpili zaszczytu gry w reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Trzech piłkarzy, trzy pozycje na boisku i trzy zupełnie odmienne historie. 

Bramkarz niezrzeszony

Swoją piłkarską drogę rozpoczynał w Juvenii Kraków, dziś kojarzonej przede wszystkim z rugby. W 1932 r. trafił do Wisły, a już rok później zadebiutował w ekstraklasie w barwach Białej Gwiazdy. W marcu 1936 r. wystąpił w zwycięskim meczu z Chelsea Londyn, natomiast pół roku później zadebiutował w reprezentacji Polski w spotkaniu z Jugosławią w Belgradzie, zakończonym dotkliwą porażką 3:9 

Jak więc doszło do tego, że Edward Madejski pojechał na mundial jako zawodnik niezrzeszony?

Źródłem całej historii był konflikt w Wiśle. Pod koniec 1936 r. lewoskrzydłowy Antoni Łyko bawił się w jednym z krakowskich lokali tanecznych, choć następnego dnia miał rozegrać ligowy mecz z Dębem Katowice. Władze Wisły odsunęły go od składu. W jego obronie stanęli Alojzy Sitko oraz Edward Madejski, jednak zarząd pozostał nieugięty. Spór zakończył się odejściem Madejskiego z klubu i pozostawaniem przez długi czas zawodnikiem niezrzeszonym.

3 kwietnia 1938 r. Reprezentacja Polski z Edwardem Majewskim.zapewniła sobie awans na Mistrzostwa Świata. Drużyna narodowa wprawdzie przegrała w Belgradzie 0:1 z Jugosławią, ale rozegranym jesienią 1937 r. zwyciężyła 4:0.

Mimo to nadal pozostawał podstawowym bramkarzem reprezentacji. 3 kwietnia 1938 r. Polska przypieczętowała awans na mistrzostwa świata. Choć przegrała w Belgradzie z Jugosławią 0:1, zaliczka z jesiennego zwycięstwa 4:0 okazała się wystarczająca.

Madejski znalazł się więc w kadrze, która wyjechała do Francji. Mundial rozgrywano wówczas systemem pucharowym już od 1/8 finału, dlatego Polska rozegrała tylko jedno spotkanie. Był to jednak mecz, który na trwałe zapisał się w historii futbolu.

Mecz Polska - Brazylia na Mistrzostwa Świata w 1938 r. Od lewej Leonidas da Silva, Władysław Szczepaniak i Edward Madejski
Mecz Polska – Brazylia na Mistrzostwa Świata w 1938 r. Od lewej Leonidas da Silva, Władysław Szczepaniak i Edward Madejski, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Rywalem biało-czerwonych była Brazylia z legendarnym Leonidasem. Do przerwy Canarinhos prowadzili 3:1, lecz po zmianie stron Polacy odrobili straty i po 90 minutach na tablicy widniał wynik 4:4. Dopiero dogrywka przyniosła zwycięstwo Brazylii 6:5. Cztery bramki zdobył Ernest Wilimowski, ustanawiając rekord mundiali, który został pobity dopiero w 1994 r.

 Do Garbarni Edward Madejski trafił rok później. Przybywał na Ludwinów jako uczestnik mundialu we Francji i rozegrał w barwach Dumy Ludwinowa pięć spotkań ligowych. Następnie przeniósł się do Zaolzia Trzyniec, gdzie zastał go wybuch II wojny światowej.

Po wojnie ponownie pojawił się na Ludwinowie, tym razem jako zawodnik Polonii Bytom, która 9 maja 1948 r. zmierzyła się z Garbarnią w meczu ekstraklasy. Rok później zakończył piłkarską karierę. Zmarł w 1996 r. w Bytomiu. Spoczął na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Król asyst z ulicy Bzowej

Kolejny bohater urodził się 10 stycznia 1946 r. Dorastał przy ulicy Bzowej, dziś będącej częścią ulicy Monte Cassino. Do Garbarni trafił w 1957 r., a już pięć lat później, jako szesnastolatek, zadebiutował w pierwszej drużynie występującej na drugim poziomie rozgrywkowym. W debiucie rozegrał znakomite spotkanie przeciwko Polonii Bydgoszcz, której defensywą kierował Józef Boniek – ojciec Zbigniewa.

Zanim zrobiło się o nim głośno w całej Polsce, na Ludwinowie był po prostu „Józkiem”. W pamięci kibiców szczególnie zapisały się derby z Wisłą rozegrane 6 września 1964 r. Na stadionie przy Barskiej zasiadło ponad 20 tysięcy widzów. W ostatniej minucie Wisła prowadziła 3:2, gdy Gigoń uderzył z około 25 metrów. Piłka odbiła się od jednego z obrońców i trafiła pod nogi Roberta Gadochy, który doprowadził do remisu 3:3.

Drużyna piłkarska Garbarni Kraków przed meczem z Wisłą rozegranym 6 września 1964 r. Trzeci od lewej to Robert Gadocha
Garbarnia przed meczem z Wisłą z 6 września 1964 r. Trzeci od prawej to Robert Gadocha

Garbarnia przed meczem z Wisłą z 6 września 1964 r. Trzeci od prawej to Robert Gadocha

Ten mecz był jednym z ostatnich rozdziałów jego kariery w Garbarni. Rok później o utalentowanego skrzydłowego upomniało się wojsko. Najpierw trafił do Wawelu Kraków, a w 1966 r. zasilił Legię Warszawa.

W reprezentacji Polski zadebiutował 28 lipca 1967 r. we Wrocławiu przeciwko ZSRR. Choć biało-czerwoni przegrali 0:1, był to początek reprezentacyjnej kariery wychowanka Garbarni.

Na pierwszy wielki sukces nie trzeba było długo czekać. W 1972 r., mimo kontuzji, Kazimierz Górski zabrał Gadochę na igrzyska olimpijskie do Monachium. Ryzyko opłaciło się znakomicie. Skrzydłowy zdobył sześć bramek, a Polska po zwycięstwie 2:1 nad Węgrami sięgnęła po złoty medal.

Był to jednak dopiero wstęp do największego wyzwania – eliminacji mistrzostw świata 1974. Gadocha odegrał w nich kluczową rolę, zdobywając bramki w zwycięskich meczach z Anglią i Walią.

Podczas mundialu w RFN należał do najlepszych zawodników turnieju. Już w meczu otwarcia z Haiti zanotował cztery asysty – trzy przy golach Andrzeja Szarmacha i jedną przy trafieniu Jerzego Gorgonia. Rekord czterech asyst w jednym meczu mistrzostw świata pozostaje niepobity do dziś. Dołożył także asystę przy bramce Grzegorza Laty w spotkaniu z Jugosławią. Łącznie rozegrał siedem meczów i spędził na boisku 623 minuty, a po zakończeniu turnieju został uznany za najlepszego lewoskrzydłowego mundialu.

W kolejnym roku zakończył reprezentacyjną karierę. Ostatnim wielkim występem był pamiętny mecz z Holandią w Chorzowie, wygrany przez Polskę 4:1, w którym zdobył jedną z bramek. Po raz ostatni w biało-czerwonych barwach wystąpił 26 października 1975 r. przeciwko Włochom.

Jeszcze w tym samym roku przeniósł się do FC Nantes. Po kontuzji nie zdołał odzyskać miejsca w podstawowym składzie i ostatecznie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował karierę.

Bilans jego osiągnięć robi wrażenie: 62 występy i 16 bramek w reprezentacji, złoty medal olimpijski, trzecie miejsce na mistrzostwach świata, dwa mistrzostwa Polski z Legią, Puchar Polski oraz mistrzostwo Francji z FC Nantes.

Niezależnie od kontrowersji dotyczących pieniędzy przekazanych przez Argentyńczyków za zwycięstwo Polski nad Włochami, Robert Gadocha pozostaje najwybitniejszym wychowankiem Garbarni w historii reprezentacyjnych występów na mundialach.

Inżynier metalurg z Bolesławca

Trzecia historia zaczyna się w 1970 r., podczas letniego zgrupowania Garbarni w Polanicy-Zdroju. W meczu sparingowym z BKS-em Bolesławiec uwagę krakowian zwrócił dwudziestoletni stoper Henryk Maculewicz. Efektem tego spotkania był transfer, którego wartość wyceniono na dwadzieścia piłek i kilka par butów.

Nowy obrońca szybko dał się poznać jako zawodnik niezwykle ambitny i pracowity. Nie znosił przegrywać nawet na treningach, a jednocześnie rozpoczął studia na AGH na kierunku metalurgia.

Choć sezon 1970/71 nie należał do udanych dla Garbarni, Maculewicz wyrósł na jednego z liderów zespołu. Dobra forma zaowocowała transferem do Wisły Kraków, gdzie jego kariera nabrała rozpędu.

W reprezentacji zadebiutował 31 października 1974 r. w meczu z Kanadą. Na stałe do kadry przebił się już za kadencji Jacka Gmocha i cztery lata później znalazł się w składzie na mistrzostwa świata w Argentynie.

Polacy jechali na turniej jako jedna z najmocniejszych drużyn świata. Choć początek nie zachwycał, remis z RFN oraz zwycięstwa nad Tunezją i Meksykiem zapewniły pierwsze miejsce w grupie. W drugiej fazie przyszły jednak porażki z Argentyną i Brazylią, które przekreśliły marzenia o medalu.

Maculewicz wszedł z ławki jedynie w meczu z Meksykiem. W pozostałych spotkaniach rozegrał pełne 90 minut. Niebawem po mundialu zakończył reprezentacyjną karierę występem przeciwko Kanadzie.

W 1978 r. zdobył z Wisłą Kraków mistrzostwo Polski, po czym wyjechał do Francji, gdzie reprezentował RC Lens, Paris FC i Nanterre.

Choć w Garbarni spędził tylko jeden sezon, nigdy nie zapomniał o kolegach z Ludwinowa. Utrzymywał szczególnie bliskie relacje z Andrzejem „Grzesiem” Karpielem, a w latach osiemdziesiątych zaprosił drużynę oldbojów Garbarni do Francji.

Po zakończeniu kariery próbował swoich sił jako trener w Gabonie. Po ciężkim wypadku, w którym został potrącony przez samochód żandarmerii, wrócił do Krakowa.

Historia, która czeka na następny rozdział

W historii Garbarni było trzech piłkarzy, którzy reprezentowali Polskę na mistrzostwach świata.

Edward Madejski przeszedł do klubu już jako uczestnik legendarnego mundialu we Francji i pamiętnego meczu z Brazylią.

Robert Gadocha wyrósł natomiast na najwybitniejszego wychowanka Garbarni. To na Ludwinowie stawiał pierwsze kroki w seniorskiej piłce, by później zdobyć złoty medal olimpijski, wywalczyć trzecie miejsce na mistrzostwach świata i ustanowić rekord liczby asyst w jednym meczu mundialu.

Henryk Maculewicz spędził w Garbarni zaledwie jeden sezon, jednak nawet po latach utrzymywał kontakty z byłymi kolegami z drużyny, zapraszając ich do Francji.

Historia Garbarni na mundialach liczy dziś trzy nazwiska. Pozostaje wierzyć, że w przyszłości kolejny wychowanek Dumy Ludwinowa dopisze do niej następny rozdział.

I drużyna

Drużyny młodzieżowe