FELIETON JERZEGO CIERPIATKI

PÓŁ WIEKU MINĘŁO, GARBARNIA NAD GÓRNIKIEM!

 

 

 Dziwnie się robi człowiekowi, gdy wspomina coś, co zdarzyło się przed półwieczem, a czego był naocznym świadkiem. Kalendarz stuka jednakowo dla każdego… Nie ulega kwestii, że 6 listopada 1966 to w historii Garbarni data święta. Tym bardziej warto „cofnąć się wstecz” - jak powiedziałby klasyk. Tamtego pamiętnego dnia przegrał na Ludwinowie wielki Górnik Zabrze. Bo jeszcze większa od niego była Garbarnia.

 

We wrześniu 1964 wydawało się podczas drugoligowych derbów z Wisłą, że na stadionie „Garbarzy”, obiekcie wręcz kultowym, nie wciśnie się nawet szpilki. Nieprawda. Stojąc przed trybuną, przy samej siatce gdzieś na wysokości środka boiska, mogłem co jakiś czas zmieniać nogę, opierając ją o ławeczkę zlokalizowaną blisko linii autowej. W trakcie meczu z Górnikiem to już nie wchodziło w rachubę.
 Było całkiem niewykonalne…

 

Obiekt wręcz kultowy i wszędzie niesamowite tłumy... wszędzie tłumy. Na tejże trybunie, po przeciwnej stronie (tam królowali nabywcy biletów za 11 złotych, miejsca stojące), za obiema bramkami, na zewnątrz stadionu (słynna metoda „przez szparę w płocie”, propagowana przez „Tempo”). Lada chwila, pod naporem ciżby, mógł zawalić się balkon domu stojącego blisko zegara, ale nikt się tym specjalnie nie przejmował. Zdecydowanie ważniejsze sprawy były na głowie…
A raczej na boisku.

 

Górnik Zabrze był wtedy bezkonkurencyjny. Stanowił potęgę organizacyjno-finansową, miał wspaniałych piłkarzy. Poczet znakomitości otwierał Ernest Pohl. Jesienią ’66 wprawdzie u schyłku kariery, niemniej wciąż znakomity. Kiedyś obruszył się mocno, gdy Włodzimierz Lubański wciąż zwracał się do niego „panie Erneście”, a przecież w ogniu meczowej walki nie pora na konwenanse. Umiejętności Zygfryda Szołtysika stały w jawnej opozycji do jego wzrostu. Erwin Wilczek był strategiem, że hej. Towarzyszył mu (z racji wieku po prawdzie było odwrotnie) Jan Kowalski. Roman Lentner wprawdzie kiwał tylko w lewą stronę, za to jak… Ostoją obrony był stoper Stanisław Oślizło. W bramce nie miało znaczenia, że zabrakło w niej Huberta Kostki, skoro Jan Gomola też był etatowym reprezentantem. Prawdziwa plejada polskiego futbolu. Do tego dochodził strategiczny talent Gezy Kalocsaya. Wcześniej asystował legendzie węgierskiego „wunderteamu”. Ten ktoś nazywał się Gustav Sebes, mówi Wam to coś?

 

Po drugiej stronie barykady nasi, ówcześni idole Ludwinowa. W bramce Andrzej Kierdaj, jego wyjść z bramki bał się każdy. Na prawej obronie wybór trenera Mieczysława Nowaka (wcześniej był fenomenalnym napastnikiem, zawsze w Garbarni) padł na Eugeniusza Prokopowicza, choć znacznie częściej na tej pozycji występował Mieczysław Kurek. Duetu stoperów: Andrzej Karpiel - Marek Konopka zazdrościło Garbarni wiele drużyn. Uzupełniał tę formację Czesław Kwiatkowski, on nigdy nie cofał nogi ani głowy.

 

Dalej też było bosko. Lewa noga Andrzeja Kucharczyka z naddatkiem wystarczała za obie kończyny. Domeną Józefa Browarskiego (elegancja) i Jerzego Jasiówki (spryt) była boiskowa mądrość. Na prawej flance ataku otrzymał szansę niezłomny Czesław Paciorek. Z lewej strony przyszło zagrać Maciejowi Gigoniowi, znał Lubańskiego jeszcze ze wspólnych występów w reprezentacji Polski juniorów. Bez kleju krótko trzymał piłkę przy bucie Jerzy Odsterczyl, as ludwinowskiej „kiwki”. Natomiast już nie mogło być w protokole Roberta Gadochy. Wychowanek Garbarni najpierw poszedł „w kamasze” do Wawelu, następnie do Legii, a stamtąd trafił na top futbolowego świata.

 

Tej „pace” obowiązkowo trzeba było udzielać świetnych rekomendacji, ale i tak gdzie im było do zachwytów nad Górnikiem? On musiał uchodzić za żelaznego faworyta w meczu o 1/8 finału Pucharu Polski. Zaczęło się od sprytnego zastawienia Kierdaja przez Pohla po centrze z kornera, resztę łatwo dopowiedział Lubański. Wyrównanie padło krótko przed pauzą, dzięki „koronce” utkanej przez trio Paciorek - Kucharczyk - Jasiówka.

 

Ten gol padł na bramkę od szatni, już w drugiej połowie ponownie została zdobyta. Przez Lentnera, Górnik znów był na prowadzeniu. Gigoń czekał ledwie chwilę na odpowiedź. Przy stanie 2-2 wkroczył do akcji Odsterczyl i Gomola nie mógł nic zaradzić. Dla Górnika nieszczęście, dla Garbarni powód do dumy. Sensacja błyskawicznie poszła w Polskę. Garbarnia pojechała do Lublina i ograła Motor 1-0. Już w ćwierćfinale przyszło złożyć wizytę w Częstochowie, w dodatkowej serii rzutów karnych silniejsze nerwy zachowali gracze Rakowa. Gdyby było inaczej, Garbarnia podejmowałaby w półfinale u siebie Odrę Opole, z którą umiała sobie radzić na Ludwinowie… Od finałowej rozgrywki, akurat z Wisłą, naprawdę nie dzieliło wiele.

 

Listopadową codę do koncertu „Garbarzy” słychać niestety na cmentarzach. Eugeniusz Prokopowicz, Jerzy Odsterczyl i trener Mieczysław Nowak spoczywają na Rakowicach. Józef Browarski - Salwatorze. Czesław Kwiatkowski i jego imiennik Paciorek - cmentarzu Podgórskim. Marek Konopka zmarł w Australii.

 

Za to Jurek Jasiówka jeszcze przed Nowym Rokiem będzie świętować 80. urodziny. Trzeba będzie sprawdzić jak ze zdrowiem naszego prezesa, choć wtajemniczeni w ciemno wiedzą, że świetnie. Okoliczności odprawienia z kwitkiem Górnika niewątpliwie stanowić będą obowiązkowy punkt programu…

 

 

 

JERZY CIERPIATKA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Galerie zdjęć





PARTNER KLUBU




Sponsor I Drużyny




Sponsor II Drużyny




partner relacji video




Sponsor najmłodszych piłkarzy




Partnerzy medialni