Pierwsza drużyna

K. Kostrubała: Czasami jakiś moment, chwila dekoncentracji, złego ustawienia

,

W sobotnim spotkaniu z Puszczą Niepołomice opaskę kapitana założył Karol Kostrubała. Po końcowym gwizdku sędziego pomocnik „Brązowych”pokusił się o kilka słów komentarza.

Pomimo tego, że podopieczni Bogusława Pietrzaka przegrali spotkanie to szczególnie w pierwszej części spotkania nie pozwolili rozpędzić się ofensywnym zawodnikom Puszczy.
Fajnie, że to wygląda dobrze, aczkolwiek tracimy po raz kolejny punkty i przegrywamy. Tak naprawdę nikogo to teraz nie interesuje, czy pierwsza połowa była fajna, czy dobrze graliśmy, czy źle, bo nie mamy tych punktów i coraz bardziej drużyny uciekają nam w tabeli – ocenił kapitan „Brązowych”.

Podobnie jak w Olsztynie, tak i w spotkaniu przeciwko Puszczy Niepołomice, „Brązowi” stracili bramkę w drugiej części spotkania. Z czego to może wynikać? – To jest piłka. Czasami jakiś moment, chwila dekoncentracji, złego ustawienia. Wybita dłuższa piłka. Nie chcę na gorąco oceniać tej sytuacji bramkowej dla Puszczy, bo zobaczymy to dopiero na chłodno na video. Piłka idealnie trafiła do zawodnika, napastnik wyszedł sam na sam i zdobył bramkę. Gdyby nas wyklepali, strzelili jakąś niesamowitą bramkę, wymienili kilka podań, to nie byłoby problemu. A tutaj z tłoku, chaosu, wybita piłka i goście trafiają do bramki. Później próbowaliśmy skruszyć ten mur, który ustawiła Puszcza, wymienialiśmy podania, przegrywaliśmy z lewej do prawej, jednak nie przyniosło to rezultatu – skomentował.

Po 17. ligowych kolejkach i konfrontacji z wszystkimi zespołami można pokusić się o małe podsumowanie pierwszej części sezonu. – Było dużo porażek. Jak tak ostatnio sobie myślałem, to tak naprawdę drużyny, które nas zdominowały, gdzie widoczna była różnica klas, to były może trzy lub cztery. W meczach gdzie byliśmy gospodarzami, to my staraliśmy się prowadzić grę i nadziewaliśmy się na groźne kontry przeciwników, czy popełnialiśmy proste błędy. Drużyny przyjezdne nas punktowały doświadczeniem, szybkimi zawodnikami z przodu, nie podpalały się, dawały nam grać. Oni zdobywali bramki, my niestety nie – zakończył Karol Kostrubała.